Emocjonalna pierwsza pomoc w czasie pandemii

15 kwietnia 2020
emocjonalna pomoc

Wpis gościnny

Wszyscy próbujemy znaleźć sposoby na pozostanie w dobrej formie i nastroju pomimo zagrożenia. Wiele osób próbuje skupić się teraz na pozytywach: na tym, że mimo wirusa nadal jest piękna wiosna, że internet daje masę możliwości przyjemnego spędzenia czasu, na docenianiu małych radości. I to całkiem niezła strategia – pod warunkiem, że nie odcinamy się jednocześnie od trudnych uczuć.

Przedłużająca się izolacja w nieunikniony sposób jest źródłem stresu i napięcia. Unikanie kontaktu z ludźmi to nie jest naturalny stan dla większości z nas. Jesteśmy istotami społecznymi i to normalne, że niemożność spotkania się z bliskimi, swobodnego wyjścia z domu czy uczestniczenia w wydarzeniach kulturalnych bywa trudna to zniesienia. Można, a nawet należy się spodziewać, że będą się w nas pojawiały złość, frustracja, rozdrażnienie, poczucie osaczenia, bezradność, agresja, a także większe niż zwykle oczekiwania wobec siebie samych i wobec otoczenia. To wszystko normalne, a jednocześnie każdy doświadcza tego na swój sposób. Niektórym będzie bliżej do wściekłości, innym – do utraty nadziei i rezygnacji. Jeszcze inni będą czuli mieszankę nieprzyjemnych, silnych emocji albo wręcz doświadczali huśtawki nastroju…

Przeczytaj też: Jak dobrze przetrwać izolację?

Komu jest łatwiej, a komu trudniej z izolacją?

Są dwa istotne czynniki decydujące o tym, jak sobie radzimy z kwarantanną. Pierwszy to  ekstrawertyczność lub introwertyczność, czyli w uproszczeniu – to, czy czerpiemy energię z bycia wśród ludzi, czy z przebywania w swoim własnym towarzystwie. Drugi to to, na ile jesteśmy impulsywni, a więc jak radzimy sobie ze złością, napięciem seksualnym czy przypływami energii do działania.

Przyjrzyjmy się najpierw pierwszemu czynnikowi. Dość powszechne jest przekonanie, że ekstrawersja i introwersja to dwie oddzielne „kategorie”, czyli że można być albo ekstrawertykiem, albo introwertykiem. Nie jest to takie proste. Jest to raczej pewne kontinuum: można być skrajnie ekstrawertycznym albo skrajnie introwertycznym, ale pomiędzy rozpościera się jeszcze cała przestrzeń stanów pośrednich. Są też osoby, które plasują się z grubsza pośrodku skali. Ponieważ kluczowa jest tu reakcja na dłuższe przebywanie wśród ludzi lub w samotności, podczas pandemii trudniej będzie tym, którzy są bardziej ekstrawertyczni (o ile nie mają licznej rodziny, z którą mieszkają pod jednym dachem). Introwertycy plasujący się bliżej końca skali mogą w kwarantannie wręcz odżyć. Wreszcie mogą spędzać w zaciszu swojego domu tyle czasu, ile tylko chcą: czytać, myśleć, delektować się powolnym wykonywaniem codziennych czynności.

Druga grupa osób, którym będzie w izolacji trudniej, to ci, którzy mają trudności z opanowywaniem impulsów, czyli są, jak się mówi potocznie, w gorącej wodzie kąpani. Pomysł od realizacji dzielą u nich czasem tylko sekundy, może więc być im ogromnie trudno z tym, że muszą tak mocno ograniczyć aktywność. Teraz nie pojadą spontanicznie na wycieczkę do lasu, nie wyskoczą na lody, bo akurat przyszła im na to ochota, i na wiele rzeczy będą usieli długo czekać (choćby w kolejce do spożywczaka). Trudno oczekiwać od nich, że będą to dobrze znosić.

Łatwiej będzie osobom dobrze sobie radzącym z impulsami, czyli tym, którzy są nieco mniej spontaniczni i na ogół działają w sposób przemyślany.

Przeczytaj też: Koronawirus. Jak zachować pozytywne myślenie?

Jakie trudności emocjonalne z tym się wiążą?

Nieprzyjemnych uczuć i stanów związanych z epidemią może być całe spektrum. Pomijam lęk, bo to oczywiste, że jest go teraz dużo… To może być zmęczenie: byciem odizolowanym, brakiem kontaktu z ludźmi, utratą poczucia, że jesteśmy częścią więcej całości, niemożnością współdziałania z innymi, tworzenia czegoś razem… Może to być też frustracja związana z ograniczeniem możliwości spontanicznego działania, a także złość i rozdrażnienie spowodowane ograniczeniem wolności osobistej. Tego możemy doświadczać wszyscy; poza tym – po tak długim czasie obowiązywania obostrzeń także introwertycy mogą odczuwać potrzebę kontaktu ze światem (choć pewnie w mniejszej dawce). Może pojawiać się także smutek, poczucie straty, uczucie pustki, żal czy nawet rozpacz. Nazywając to bardziej psychologicznym językiem, trudności emocjonalne mogą w najbliższym czasie iść w kierunku depresji, ataków lęku lub wybuchów agresji. Im dłużej będą obowiązywały obostrzenia, tym większe prawdopodobieństwo, że wielu osobom wyczerpie się „pojemność” na frustrację i częściej będzie dochodziło do aktów przemocy, wzrośnie wskaźnik przestępczości, a w sieci będzie coraz więcej hejtu. To naturalne, bo normalną reakcją na przedłużające się ograniczenie wolności osobistej i na osobistą i społeczną bezradność wobec koronawirusa jest narastanie agresji. Dlatego tak ważne jest, żeby w tym czasie dbać o swoje samopoczucie i dobrą formę, a także dawać ujście emocjom w sposób, który ani nas, ani nikogo innego nie będzie krzywdził.

Jak sobie radzić z frustracją i złością?

Przeczytaj też: Koronawirus: Jak radzić sobie z trudnymi emocjami? 9 strategii na kryzys

Po pierwsze – trzeba dać sobie do niej prawo. Przestać sobie tłumaczyć, że nie ma sensu się złościć, i odpuścić sobie przekonanie, że złość jest zła i niebezpieczna. Wiem, łatwo powiedzieć… Ale jesteśmy w sytuacji nadzwyczajnej i wymaga ona nadzwyczajnych środków. A więc także innego, niż zwykle, traktowania pojawiających się emocji. Dopiero wtedy, kiedy pozwolimy sobie na złość i zaakceptujemy ją, będziemy w stanie wykorzystać płynącą z niej energię do zrobienia czegoś sensownego. Warto szukać takich sposobów skanalizowania złości, które będą bezpieczne. Można wyładować się fizycznie: ćwiczyć, sprzątać, zrobić ręczne pranie, przekopać ogródek (do remontów nie namawiam, miejmy litość dla sąsiadów w tym trudnym czasie…). Można wyżyć się artystycznie: przelać uczucia na papier za pomocą farb albo długopisu, zająć się majsterkowaniem, rękodziełem, makijażem czy wreszcie przygotowaniem jedzenia. Jeśli wydaje Ci się, że ostatnia rzecz, która może pomóc, to stanie przy garnkach, to pomyśl o zagniataniu ciasta czy rozbijaniu kotletów… Dobrym ujściem dla uczuć jest też taniec. I nie chodzi mi o przypominanie sobie kroków tanga z kursu tańca 20 lat temu, ale o spontaniczną ekspresję. Wystarczy włączyć muzykę i zacząć się ruszać, pozwolić ciału robić, co zechce. To może być bardzo uwalniające.

Warto też szukać nowych sposobów zaopiekowania się tymi potrzebami, których teraz nie da się zaspokoić tak, jak dotąd. Będzie to wymagało trochę kreatywności – można np. pojechać na działkę albo do ogrodu do kogoś znajomego, zamiast spacerować po lesie. Można to zorganizować bezkontaktowo i w ten sposób spędzić choć parę godzin na łonie przyrody. To nie będzie to samo, ale może okaże się wystarczające? W podobny sposób warto pomyśleć o innych dziedzinach życia, w których doświadczamy braku. Treningi online, spektakle teatralne w Internecie, wideorozmowy, a może nawet impreza na Skypie? Kto powiedział, że nie można wystroić się w szpilki na spotkanie z koleżankami tylko dlatego, że odbywa się online?

Przeczytaj też: Jak pozbyć się natrętnych myśli?

Co można zrobić, żeby zapobiegać depresyjnemu nastrojowi w tym czasie?

Przede wszystkim trzeba pamiętać, że obniżony nastrój jest teraz zupełnie normalny. Trudno od siebie wymagać formy życia, kiedy wokół dzieje się tyle trudnych rzeczy! Smutek to reakcja na stratę, a wiele ważnych rzeczy można było stracić ostatnio, chociażby ważne dla nas miejsca, których nie można obecnie odwiedzać; wiele osób traci pracę lub możliwość pracy dodatkowej; niektórzy tracą bliskich… Jest tego sporo, dlatego trudno się nie smucić. Moim pacjentom, którzy cierpią z powodu obniżonego nastroju, zalecam zwykle kilka rzeczy. Są proste i naukowo potwierdzone sposoby na to, by wpłynąć na samopoczucie:
– przebywanie na słońcu, choćby na balkonie, zwłaszcza w godzinach południowych, oraz suplementowanie witaminy D3
– aktywność fizyczna według formuły „3x30x130” – 3 razy w tygodniu po minimum 30 minut takiego ruchu, który podnosi tętno powyżej 130
– zbilansowana dieta
– przyjmowanie doustnie probiotyków – przez minimum miesiąc, powinien to być preparat o zawartości kilku szczepów bakterii, których łącznie będzie co najmniej 10 miliardów (zwróćmy uwagę na dawkę – większość probiotyków zawiera ich zbyt mało)
– wszystko, co działa uspokajająco i kojąco – to kwestia indywidualna, może to być relaksacyjna muzyka, zapachowe świeczki, otulanie się kocem, pieczenie ciasta, modlitwa, medytacja, oglądanie zdjęć z wakacji…

Przeczytaj też: Koronawirus: 30 prostych sposobów na zredukowanie stresu

Warto obserwować siebie i zwracać uwagę na to, co pomaga nam poczuć się lepiej, a co pozbawia energii. Korzystne może być np. ograniczenie czytania, słuchania i oglądania wiadomości czy kanałów informacyjnych. Jeśli domownicy chcą mieć stale włączony telewizor, kupmy im w prezencie słuchawki i poprośmy o ich używanie. Trzeba też rozważyć ograniczenie kontaktu z osobami, które nas „straszą”, zarażają paniką – oczywiście, na ile to możliwe. Wielu osobom pomaga też zaangażowanie się w pomoc komuś, najlepiej w jakąś większą akcję, taką jak choćby sąsiedzka pomoc dla seniorów… Możliwości jest sporo, ale najważniejsze, żeby wybrać to, co w naszym przypadku działa. A jeśli nie wiemy – eksperymentować do skutku 🙂

Ostatnia rzecz, którą dodałabym od siebie, to dbanie o to, by zawsze mieć w domu świeże kwiaty. To taki drobiazg, który ma duże znaczenie, szczególnie jeśli komuś do regenerowania sił potrzebne jest piękno. Można je teraz zamówić z dowozem, można też zainwestować w sadzonki kwiatów na balkon. To taki gest, który może mieć też głębsze, duchowe znaczenie. Przyniesienie do domu kwiatów jest jak zaproszenie życia. A w końcu o to teraz chodzi, byśmy starali się pozostać po jasnej stronie w tym odwiecznym konflikcie między popędem życia a popędem śmierci, o którym tak sugestywnie pisał Zygmunt Freud…

Joanna PiekarskaJoanna Piekarska – psychoterapeutka, publicystka. Ukończyła Studium Psychoterapii Laboratorium Psychoedukacji, zawodowo jest związana z Pracownią Dialogu w Warszawie. Pracuje z młodzieżą i dorosłymi, a także z kobietami w okresie okołoporodowym. Jej artykuły i wywiady można przeczytać na blogu notatkiterapeutyczne.pl oraz w miesięczniku „Charaktery”.

Możesz także polubić:

Brak komentarzy

Zostaw komentarz